Stało się, wczoraj pierwszy raz skosztowałem mleka z butelki, na szczęście było to mleko mamy. Zaczęło się niewinnie, przyszli dziadkowie, gadu gadu, śmichu, śmichu, patrzę, a tu rodzice ulotnili się gdzieś - jak się później okazało na zakupy do sklepu, na kilka godzin. Trochę się pobawiłem i do spania, gdy się obudziłem, jak zwykle głodny. Dałem znać swoim głosem, że chcę mleka, a tu patrzę zamiast cyca butelka avent się do mnie zbliża, a w niej mleko. Myślę sobie ładnie, będę głodował, na pewno będzie nie dobre. Trochę pocmokałem i nim się obejrzałem wypiłem prawie całą butelkę. Mleko smakowało normalnie, tylko cycka trochę brakowało, więc wypiłem je o wiele szybciej niż zwykle.
Przedwczoraj mama zadzwoniła do lekarza w sprawie mojego ropiejącego oka. Lekarz powiedział, żeby kupić krople do oczu oraz ziele świetlika. Wybraliśmy się na spacer do apteki, a mróz był co nie miara, na szczęście szybko wróciliśmy. Mama codziennie zakrapia mi oko kroplami i przemywa zielem. Może się niedługo wyleczy.
Dzisiaj była kolejna podróż do ortopedy. Tym razem było przyjemniej, bo nie było kolejki. Lekarz ortopeda zrobiła usg, popatrzyła, powiedziała, że mam jeść po dwie krople witaminy D3, a nie jedną jak dotychczas. Po za tym wszystko w porządku, kolejna wizyta za 6 tygodni. W sumie to dobrze, że mnie często kontrolują, ludzi się jakiś poznaje w poczekalni, a i o zdrowie się lepiej dba.
Dodatkowo byliśmy w sklepie na zakupach, kupiliśmy dla mnie kombinezon na zimę i dwie pary spodni oraz gryzak i książeczkę. Będę miał ubaw.
Oko wciąż ropieje, mama przemywa mi je solą fizjologiczną, może pomoże.

Co tu dużo pisać, coś mi się stało z lewym okiem. Dzisiaj zauważyłem, że często z niego łzawię, po czym zbiera mi się tam ropa. Trochę nie przyjemne uczucie, na szczęście mama przemywa mi je gazą namoczoną w soli fizjologicznej. Może mnie wczoraj przewiało, bo długoprzebywałem na dworze, a dosyć mocno wiało. Miejmy nadzieję, że mi przejdzie, bo jutro kolejna podróż, kolejna do ortopedy, żeby sprawdził mi bioderka, tak profilaktycznie.
Z innej beczki, to to że nie tracę humoru i jak tylko nadaża się okazja to się śmieję, czasami wychodzi mi to całkiem głośno :) Po za tym rosnę i rosnę, w wannie się już ledwo co mieszczę, dobrze że rodzice kupili ją trochę większą. Mam też coraz więcej zabawek i lubię się nimi bawić.
Zbliżają się moje chrzciny - drugi dzień świąt bożego narodzenia. Byliśmy w kościele z rodzicami, aby umówić termin chrzcin. Zimno było tam strasznie, w wózku długo nie wytrzymałem, więc mama wzięła mnie na kolana. Całe szczęście, że ksiądz nie trzymał nas długo. Wczoraj w związku z tym pojechaliśmy do jednej prababci z zaproszeniem na uroczystość, a dzisiaj do drugiej. Oczywiście też do pradziadków :) Wszyscy się ucieszyli na mój widok. Gdy miałem ochotę wracać do domu, to się rozpłakałem.
Z bardziej przyziemnych spraw, to wyjaśniło się: czemu mamę bolą ręce od noszenia mnie, o tacie nie wspomnę. Otóż mama mnie dzisiaj zważyła i okazało się, że ważę 6,9 kg. I to wszystko dzięki mleku z piersi. Cud.
Wczoraj przeżyłem poważne ździwienie - patrz: asymetria ułożeniowa. Po prawie dwóch miesiącach czekania w kolejce udaliśmy się do Ośrodka rehabilitacji dziennej - wczesna diagnostyka i rehabilitacja. Lekarz pediatra specjalista neonatolog przebadał mnie, ach cóż to było za badanie! Szok. W pokoju było łóżko, które stało przy lustrze - stąd wiem co lekarz ze mną robił. Na początek zapowiadało się ciekawie, mama rozebrała mnie do naga, nielicząc pampersa, trochę było zimno. Następnie lekarka pokazała mi zabawki, trochę się pobawiłem, potem robiła dziwne miny, a następnie zabrała się do rzeczy. Położyła mnie na brzuchu, czego bardzo nie lubię, obserwowała mnie, aż tu nagle trzask prask, wzięła mnie za nogi do góry, potem przekręciła na plecy, za ręce do góry, potem położyła na boku za rękę i nogę do góry… No i nie wytrzymałem, rozryczałem się w niebogłosy. Gdy tak wyłem nie widziałem co jeszcze robiła, a wyginała moim kończynami mocno.
Następnie lekarz zaczął demonstrować różne ćwiczenia, które mają poprawić moją asymetrię, której prawie nie ma. A to pediatra kazał mamie brać mnie różnymi sposobami na ręce, przekręcać itp. Koniec świata. Widziałem tylko moją ździwioną minę w lustrze. Za około dwa miesiące ponowna wizyta.
Dzisiaj powyższe ćwiczenia, wykonywane przy pomocy mamy, zaczynają mi się podobać. Niebawem zamieszczę zdjęcia, na których pokażę jak ćwiczyć, może wam się przydadzą. Ćwiczenia te pomagają uniknąć wady postawy u dzieci, które chodzą do szkoły podstawowej. Tak więc lepiej pomęczę się za młodu, żeby w podstawówce mieć więcej czasu na przyjemności.
A oto jak mają mnie rodzice kłaść na brzuchu i nosić.

Dopadło i mnie, prawdopodobnie… Zapomniałem napisać, że w czasie ostatniej wizyty u lekarza, stwierdził on, że mam ciemieniuchę. Coś mi się nie wydaje, no trochę skóra na głowie się łuszczy, ale zaraz żeby ciemieniucha. Profilaktycznie rodzice kupili lek na ciemieniuchę - salicylol i smarują mi nim głowę godzinę przed kąpielą.
Ja tam żadnych zmian nie widzę, ale profilaktycznie daję się smarować.
Trochę się jednak przeziębiłem. Nie mogłem spać dzisiaj w nocy, to z powodu kataru. Nos mi się zatykał i musiałem oddychać ustami. Powodowało to, że się krztusiłem śliną :( Poszliśmy dzisiaj do lekarza, który stwierdził, że to tylko katar i przepisał aerozol do nosa. Trochę mi pomaga, ale można stosować tylko trzy razy dziennie.