Dzisiaj pierwszy raz hustałem się na huśtawce i to na dworze. Poszedłem z mamą na spacer, spać mi się nie chciało, było ciepło, więc mama poszła ze mną na plac zabaw. Wyciągnęła mnie z wózka i usiedliśmy razem na huśtawce. Było super, tyle dzieci dookoła i tak fajnie bujało.
Ósmy miesiąc szybko zleciał, wpisów za dużo nie było, a to ze względu na remont, a raczej na spowodowaną nią przeprowadzkę do dziadków. Nowe miejsce dużo wrażeń. Na szczęście rodzice zabrali ze mną moje zabawki. Na nowym miejscu często się budzę w nocy dlatego, też mama postanowiła, że będę spał z nią i z tatą w ich łóżku. Dla mnie bomba, bo choć łóżko dla nich nie wygodne, ja się akurat mieszczę na tej wygodnej części, więc się wysypiam. Ale za to często budzę się w nocy i mama musi mnie przystawiać do cycka, żebym się najadł, uspokoił i zasnął. Dla niej to męczące, ale tyle się ze mną dzieje, że muszę się budzić. Zęby rosną jak na drożdżach, trochę boli, ale mama smaruje mi je maścią calgel. Jedyny preparat, który ma przyjemny smak. Mam już dwie jedynki na dole, dwie dwójki na górze wyrastają mi trójki na górze i jedynki też się pchają na światło dzienne. Ból przy tym niesamowity, jestem dzielny, nawet nie gorączkuję z tego powodu.
Co do jedzenia to przez ostatni miesiąc poznałem wiele nowych smaków co prawda przygotowanych przez producentów jak gerber, bobovita, hipp, a nie przez rodziców, ale i tak nie są takie złe. Dodatkowo wcinam kaszkę nestle, zalewaną wodą, smak to głównie bezsmakowa, tzn. mleczna i ostatnio owocowa - 3 owoce. Mój jadłospis w ósmym miesiącu przedstawiał się mniej więcej tak:
- 6:30 rano cyc mamy;
- 9:30 kaszka mleczna nestle zalewana wodą - 80ml;
- 12:30 danie, np. kurczak w potrawce firmy gerber, hipp lub bobovita;
- 14:15 cyc mamy;
- 16:30 jakiś deserek, np marchewka, jabłko z jagodami też firmy hipp, gerber lub bobovita;
- czasami o 18:00 kaszka owocowa nestle;
- około 20:00 cyc mamy.
Oczywiście wszystko podawane łyżeczką, bo z butelki avent mi nie smakuje. Potem jeszcze w nocy co dwie godziny pobudka i cyc mamy :) Ale za to rosnę, że chocho.