Dziś kolejna trzecia wizyta położnej - okazało się, że mam skazę białkową oraz lekką przepuklinę pępkową. Podobno na przepuklinę najlepszy plaster i guzik.
Wg położnej, aby pozbyć się skazy, mama musi przez najbliższy tydzień z mojej diety wyeliminować produkty mleczne - ale będzie cierpieć, wcześniej abym nie miał kolek musiała zrezygnować z warzyw strączkowych i kakao, a także wielu innych produktów. Po za tym u mnie wszystko w porządku.
Dziś minęło 4 tygodnie od moich narodzin.
W związku z nasilającym się płaczem, będącym prawdopodobnie wynikiem lekkich bóli brzuszka, dostałem dzisiaj smoczek. Rodzice kupili go za 7,50 PLN - smoczek firmy NUK.
Początkowo miałem problemy ze ssaniem jednak po kilku godzinach smoczek znalazł się w moich ustach, myśląc że to pierś ssałem go namiętnie przez kilka minut, dopóki nie zasnąłem - trochę się wyczerpałem tym ssaniem :)
Profilaktycznie rodzice kupili mi jeszcze jeden smok tej firmy, gdyby zgubił się pierwszy. Na pewno inny by mi nie smakował.
Właściwie to jest mój drugi spacer, bo pierwszy odbyłem wracają ze szpitala do domu.

Dzisiaj mnie wypisali ze szpitala, przyjechał po mnie tato i dziadek. Mama mnie ubierała w eleganckie ciuszki, a tata w między czasie poszedł do urzędu stanu cywilnego, żeby wziąć skrócony odpis aktu urodzenia.
Wyszedłem pierwszy raz na dwór, było gorąco, ale dałem radę. Podróż w moim ulobionym foteliku zleciała szybko.
Cztery godziny męki mamy i jestem - urodziłem się silny - dostałem 10 punktów na 10 w skali Apgar :) Waga 3 kilo, a długość 56cm. Włosy długie jak mały hipis. Położna spoko, atmosfera w szpitalu też spoko. Ogólnie jest spoko, więc za dużo nie płaczę, przy najmniej na razie :)