Choroba dopadła mnie choroba. Wiadomo zbliża się wiosna. Za lekko się ubrałem, długo jeździłem w wózku po dworze i stało się. Lub. Za ciepło się ubrałem, jeździłem po sklepach, spociłem się, wyjechałem na dwór i mnie przewiało. Lub. Zaraziłem się od kogoś.
Podobno jakiś wirus, mam kaszel i rozwolnienie, a do tego gorączka 38 stopni. Zarzywam jakieś leki, biorę paracetamol. Mam nadzieję, że mi przejdzie.
Wczoraj byłem znów na rehabilitacji. Wszystko ze mną ok, ale rodzice profilaktycznie ze mną jeżdżą, pani lekarz pokazuje im ćwiczenia, które mają pomóc mi w lepszym rozwoju. Trochę mi się tam nie podoba i płaczę. Lekarz mnie wygina, przegina, wykrzywia, naciąga, na szczęści tylko 15 minut. A wszystko zaczęło się od tego: asymetria ułożeniowa, i kolejnej wizyty w ośrodku rehabilitacji.
Dopadło i mnie, prawdopodobnie… Zapomniałem napisać, że w czasie ostatniej wizyty u lekarza, stwierdził on, że mam ciemieniuchę. Coś mi się nie wydaje, no trochę skóra na głowie się łuszczy, ale zaraz żeby ciemieniucha. Profilaktycznie rodzice kupili lek na ciemieniuchę - salicylol i smarują mi nim głowę godzinę przed kąpielą.
Ja tam żadnych zmian nie widzę, ale profilaktycznie daję się smarować.
Do ortopedy wyruszyliśmy przed południem. Gdy dotarliśmy na miejsce okazało się, że jest tam full ludzi i że trzeba się zarejestrować, tak więc staliśmy dobre pół godziny w kolejce do rejestracji, a następnie kolejne pół do pokoju, w który robią usg. A wszystko po to, żebym się dowiedział, że moje biodra są w porządku - hurra!!! Ale ja i tak o tym wiedziałem tylko nie miałem jak powiedzieć tego rodzicom.
Pani doktor kazała tylko od czasu do czasu, profilaktycznie włożyć dodatkową pieluchę. Kolejna wizyta za 2 miesiące. Swoją drogę to lekarze są słabo zorientowani, bo na przykład pediatra mowił, że spokojnie pierwsza wizyta może odbyć się po 4 miesiącu, a ortopeda twierdzi, że im szybciej tym lepiej. I bądź tu mądry i pisz blogi.
Przy okazji się trochę rozerwałem, bo na zakupach byłem i dziadków odwiedziłem.
No i kolejna wizyta u pediatry. Tym razem rzekomy problem z moją skórą. Udało się wejść bez kolejki - jak dobrze być niemowlakiem. Lekarz nie zauważył nic niepokojącego na mojej skórze, jedynie małe krostki, które według niego powstały w wyniku odparzeń. Oczywiście świadczy to tylko o braku jego kompetencji, ponieważ nie powiedział nic na temat mojej łuszczącej się skóry w okolicach brwi. To chyba nie jest wynik odparzenia? Przy okazji wyczaił, że coś ze mną nie tak, tzn. wyginam się jak rogalik. Stwierdził, że to asymetria ułożeniowa i dał skierowanie do ośrodka rehabilitacji, gdzie mają zalecić mi jakieś ćwiczenia. Termin wizyty 26 listopad. Tak mi się wydaje, że to przez tą asymetrię nie lubię leżeć na brzuchu. Dzięki tej wizycie przy najmniej załapałem się na krótki spacer, bo pogoda nie zbyt ładna była - jakies 10 stopni i pochmurno.
Po za tym mama kupiła mi książkę, to już moja 7 książka. 6 pozostałych leży pod nogami od mojego łóżeczka, żebym spał pod skosem i żeby mi się nie ulewało. Tytuł książki to “Lokomotywa”. Już nie mogę doczekać się kiedy ją przeczytam.
Ciekawe czy dotknęła mnie ta choroba. Na twarzy pojawiła mi się wysypka - małe krosty, mam nadzięję że nie będą swędzieć, bo wtedy będę głośno krzyczał. Podobno krostki mają przenieść się na inne części ciała (jak ja się pokażę dziewczynką?), zaczerwieniona skóra niezbyt ładnie wygląda, widziałem w lustrze. Podobno przyczyną jest złe moje odżywianie, ale przecież mama karmi mnie mlekiem z piersi, mleko jest super. Rodzice przypuszczają, że może to od jajek, ostatnio mama kilka ich zjadła, lub od makreli - ojciec jej doradzał żeby jadła. No, ale co ma jeść i tak już nie jada produktów mlecznych, strączkowych, czekolady. Teraz jeszcze doszły jajka. Jutro może wybierzemy się do lekarza, żeby rzucił okiem na mnie.
Oprócz tego dostałem dzisiaj nowego smoka, mama kupiła go w aptece. Do starego dostała się woda, więc będzie służył jako rezerwowy. Całe szczęscie, że smoczek ma taki sam kształt jak poprzedni, przy najmniej chce się go ciągnąć, co zresztą czynię już od godziny i nie mogę zasnąć. Po za tym problemów z kupą ciąg dalszy, ale podobno w moim wieku tak jest, więc już się nie będę przejmował tym faktem.
Jest 23:15 mama skończyła karmić i w końcu zachciało mi się spać.
Dziś kolejna trzecia wizyta położnej - okazało się, że mam skazę białkową oraz lekką przepuklinę pępkową. Podobno na przepuklinę najlepszy plaster i guzik.
Wg położnej, aby pozbyć się skazy, mama musi przez najbliższy tydzień z mojej diety wyeliminować produkty mleczne - ale będzie cierpieć, wcześniej abym nie miał kolek musiała zrezygnować z warzyw strączkowych i kakao, a także wielu innych produktów. Po za tym u mnie wszystko w porządku.